artykuł: Złość, agresja, przemoc — trzy różne zjawiska, których szkoła nie powinna wrzucać do jednego worka.

W szkolnym języku bardzo często słyszymy zdania: „On jest agresywny”, „W tej klasie jest przemoc”, „Ona ma problem ze złością”.
Te określenia bywają używane zamiennie, jakby opisywały to samo. Tymczasem złość, agresja i przemoc to trzy różne zjawiska.
Jeśli szkoła ich nie odróżnia, może reagować niewłaściwie: za ostro, za słabo albo zupełnie obok problemu.

Złość jest emocją – naturalną, potrzebną i ludzką. Może pojawić się wtedy, gdy dziecko czuje frustrację, niesprawiedliwość, przeciążenie, bezradność
albo naruszenie granic. Sama złość nie jest problemem wychowawczym. Problemem może być sposób, w jaki uczeń ją wyraża.

Agresja jest zachowaniem. Może być słowna, fizyczna, relacyjna, czasem autoagresywna. Uczeń może krzyknąć, popchnąć, obrazić, rzucić przedmiotem, zniszczyć pracę kolegi. Agresja wymaga reakcji dorosłego, bo narusza bezpieczeństwo lub granice innych osób, ale nie każda agresja jest od razu przemocą.

Przemoc to sytuacja, w której pojawia się intencjonalne krzywdzenie, przewaga siły lub pozycji oraz często powtarzalność.
Może dotyczyć nie tylko bicia czy wyzwisk, ale także wykluczania, ośmieszania, manipulowania relacjami, publikowania treści w internecie,
robienia z kogoś „kozła ofiarnego”. Przemoc nie jest zwykłym konfliktem. Nie rozwiązuje się jej przez polecenie: „Podajcie sobie ręce i przeproście”.
To rozróżnienie ma ogromne znaczenie praktyczne.

Jeśli uczeń przeżywa złość, potrzebuje nauczyć się ją rozpoznawać i regulować.
Pomogą mu rozmowy o emocjach, sygnał przerwy, karta wyjścia, przewidywalne zasady.

Jeśli uczeń zachowuje się agresywnie, nauczyciel musi zatrzymać zachowanie, zadbać
o bezpieczeństwo, nazwać granice i pomóc mu naprawić szkodę. Potrzebna jest jasność: „Masz prawo być zły. Nie masz prawa uderzyć”.

Jeśli w klasie dochodzi do przemocy, potrzebne są działania systemowe. Trzeba chronić osobę doświadczającą przemocy, zatrzymać sprawców,
pracować ze świadkami, monitorować sytuację, współpracować z rodzicami i dokumentować działania. Tutaj sama rozmowa wychowawcza zwykle nie wystarczy.

Błąd szkoły polega często na tym, że wszystkie te sytuacje traktuje jednym narzędziem: uwagą, rozmową, wpisem do dziennika albo apelem do klasy.
A przecież inne działanie jest potrzebne przy jednorazowym wybuchu złości, inne przy konflikcie dwóch uczniów, a jeszcze inne przy długotrwałym wykluczaniu jednej osoby z grupy.

Warto, aby każda szkoła miała prosty język rozpoznawania tych sytuacji. Nauczyciele powinni umieć zapytać: czy to emocja, zachowanie agresywne,
konflikt, czy przemoc? Czy strony mają podobną siłę? Czy sytuacja się powtarza? Czy ktoś się boi? Czy grupa wzmacnia krzywdzenie?
Czy świadkowie milczą, śmieją się, nagrywają, przekazują dalej?

Dopiero wtedy reakcja szkoły ma szansę być adekwatna do sytuacji. Złość można regulować. Agresję trzeba zatrzymać i przepracować.
Przemoc trzeba przerwać i objąć procedurą. To niby proste, ale w praktyce właśnie to rozróżnienie decyduje, czy szkoła naprawdę pomaga,
czy tylko „załatwia incydent”.

Szkoła nie uniknie złości, konfliktów i trudnych emocji. Są one częścią życia społecznego. Może jednak nauczyć się rozpoznawać je wcześniej,
nazywać precyzyjniej i reagować adekwatniej. Bez tego łatwo o przypadkowość działań.

Dla nauczycieli ta wiedza ma znaczenie praktyczne.
Pomaga zachować spokój, dobrać właściwy sposób rozmowy i uniknąć nadmiernego etykietowania ucznia.

Dla dyrektorów jest podstawą tworzenia spójnych procedur i kultury bezpieczeństwa w szkole.

Dla rodziców może być ważnym sygnałem, że szkoła nie bagatelizuje trudnych sytuacji, ale także nie reaguje automatycznie i bez namysłu.

Autorka: Beata Jeziorska