artykuł: Edukacja włączająca bez wielkich haseł, czyli: co nauczyciel może zrobić jutro na zwykłej lekcji.

Edukacja włączająca bywa przedstawiana jako wielka idea, która wymaga nowych dokumentów, zespołów, procedur i specjalistycznego języka.
W efekcie wielu nauczycieli słysząc „inkluzja”, myśli: „To znowu coś dodatkowego”. Tymczasem w praktyce edukacja włączająca zaczyna się bardzo zwyczajnie — od pytania, czy uczeń ma realną możliwość wejść w lekcję?

W szkolnej codzienności łatwo pomylić edukację włączającą z indywidualnym „ratowaniem” pojedynczych uczniów.

Nauczyciel ma w klasie dziecko z ADHD, ucznia w spektrum autyzmu, uczennicę z lękiem, dziecko po kryzysie rodzinnym, ucznia zdolnego,
ucznia z trudnościami w czytaniu, kogoś przeciążonego hałasem, kogoś bardzo wolnego, kogoś impulsywnego… I oczywiście jeszcze dwadzieścioro innych osób.

Nie da się dla każdego prowadzić osobnej lekcji, ale da się zaprojektować lekcję tak, by jak najwięcej uczniów było zaangażowanych.

Pierwszym narzędziem jest przewidywalność. Jasny początek lekcji, zapisany plan, krótka informacja, co będzie po kolei, i zapowiedź zmiany aktywności
–  pomagają nie tylko uczniom
z diagnozą. Pomagają całej klasie. Dzieci uczą się lepiej, gdy wiedzą, czego się spodziewać.

Drugim narzędziem jest dobra instrukcja. Wielu uczniów nie wykonuje zadania nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że nie rozumie, od czego zacząć.
Instrukcja powinna być krótka, podzielona na kroki i — jeśli to możliwe — widoczna. Zamiast długiego polecenia mówionego raz przy hałasie w klasie,
lepiej podać trzy kroki na tablicy.

Trzecim rozwiązaniem jest możliwość wyboru formy odpowiedzi. Nie zawsze uczeń musi pokazać wiedzę w jeden sposób.
Czasem może napisać, powiedzieć, narysować schemat, ułożyć tabelę, wskazać przykład. To nie oznacza obniżania wymagań.
Oznacza oddzielanie celu lekcji od bariery, która nie musi być w danym momencie sprawdzana.

Czwartym elementem jest przerwa regulacyjna. Dla niektórych uczniów możliwość krótkiego wyciszenia, odejścia od bodźców, napicia się wody
czy skorzystania z karty przerwy może zdecydować o tym, czy wrócą do pracy, czy wejdą w kryzys.
Warunek jest jeden: takie rozwiązanie musi być ustalone wcześniej, a nie wymyślane dopiero w środku awantury.

Ważnym narzędziem jest również język nauczyciela. Edukacja włączająca nie polega na tym, że udajemy, że trudności nie istnieją.
Polega na tym, że mówimy o nich bez etykietowania. Zamiast: „On jest leniwy”, pytamy: „Co blokuje start pracy?”. Zamiast: „Ona przeszkadza”,
pytamy: „Jakiego wsparcia potrzebuje, żeby utrzymać uwagę?”. Zamiast: „Znowu prowokuje”, sprawdzamy: „Czy to jest próba uniknięcia przeciążenia?”.

Najlepsze w edukacji włączającej jest to, że rozwiązania tworzone z myślą o uczniach ze specjalnymi potrzebami bardzo często pomagają wszystkim.
Plan lekcji pomaga całej klasie. Jasna instrukcja pomaga całej klasie. Kryteria sukcesu pomagają całej klasie. Spokojny język pomaga całej klasie.

Inkluzja nie zaczyna się od wielkich deklaracji.
Zaczyna się od zwykłej lekcji, na której więcej uczniów może powiedzieć: „Wiem, co mam robić. Dam radę zacząć”.

Edukacja włączająca nie jest łatwym hasłem do wdrożenia.
Jest procesem, który wymaga wiedzy, współpracy i stopniowego budowania kompetencji całego zespołu.

Autorka: Beata Jeziorska